30 października 2009

Afera "wywiadowa" ze śpiochem Kaczochem

Jestem zniesmaczony, zdeprymowany i w ogóle skonsternowany. Starczy już tych afer. Tym razem zapłonęła afera "wywiadowa". No to jest przekroczenie wszelkich zasad kultury, przyzwoitości a nawet i etyki dziennikarskiej. Słuchacze Polskiego Radia mogą się czuć oszukani, wielu ponoć planuje już emigrację do Nowej Zelandii i Gabonu (lecą na orzeszki?), wielu nie wyklucza zbiorowych samobójstw, a co najmniej licznych samookaleczeń.

Powodem tego narodowego zażenowania znów jest Jarosław Kaczyński, który ani chybi jest pupilkiem mediów. Szkoda tylko, iż hołubienie go przez główne media, ogranicza się z reguły do żenującego ujawnienia czegoś, czego nazwać już nawet "szczegółem" nie wypada. Ale jak się ma przyzwoitość wielkości "tic tac'a" to i takimi rzeczami można się zajmować.

Wśród dziennikarzy znana jest niechęć Prezesa Prawa i Sprawiedliwości do porannych wywiadów. Nie wiadomo skąd ta niechęć. Może Prezes pracuje do białego rana i potem nieco odsypia, może jego motoryka w godzinach porannych ma się dość kiepsko. W każdym bądź razie Jarosław Kaczyński odmawia porannych wywiadów i jeśli ktoś chce z nim porozmawiać, to proszę bardzo, może pytać i rozmawiać do woli, ale po południu i wieczorem.

"Sygnały Dnia" pomyślały sobie, że tyle się w kraju ostatnio niedobrego dzieje, że trzeba by w końcu o zdanie zapytać właśnie Jarosława Kaczyńskiego i zaprosiły go do udziału w programie. Prezes zgodził się jak najbardziej, ale pod pewnymi warunkami. Mianowicie, rozmowa zostanie zarejestrowana wieczorem. "Sygnały dnia" się zgodziły, wieczorem nawiedziły Prezesa i rozmowę nagrały. Nazajutrz rano rozmowa została wyemitowana. Ponoć nie poinformowano słuchaczy, że rozmowa została nagrana i nie leci "na żywo" i to rozpętało całe piekło zainteresowania.

Każdy zdrowo myślący człowiek zapyta: Ale w czym problem? No w sumie jak dla mnie to w niczym. Mi to obojętne czy rozmowa leci na żywo czy została nagrana parę godzin wcześniej. Dla mnie ważne jest to, co ktoś w wywiadzie powie. Trafna analiza nagrana wieczorem i wyemitowana rano, pozostaje tak samo trafna, jak trafna analiza wypowiedziana rano na żywo. Ale rzecz dotyczy Jarosława Kaczyńskiego, a powszechnie wiadomo, że demonizowanie tej postaci wzdłuż i wszerz jest najwygodniejszym sposobem na poczytność, bo "kopanie kaczorów" nadal mimo wszystko nieźle się sprzedaje. Dlatego cały ten wywiad ukazano nam, jako jedno wielkie oszustwo medialne, jako manipulację oraz wykorzystanie tej iluzoryczności, jaką można w radiu stworzyć.

Oczywiście codziennie w radiu i telewizji mamy do czynienia z dziesiątkami programów i rozmów, które nie lecą na żywo a mimo wszystko nie widzę w ich otoczeniu jakiejś szczególnej ogólnonarodowej przestrogi, że trzeba się mieć na uwadze, gdyż program który za chwilę Państwo zobaczą nie będzie na żywo a to może Państwa psychikę zmaltretować mocniej niż Adamek Gołotę. A poza tymi to też żadna nowość, że jak dziennikarzowi zależy na wywiadzie to potrafi przejechać pół Polski, by wywiad zarejestrować. Czasem trzeba się pofatygować w ramach obowiązków zawodowych. Ot, proza życia.

Oczywiście w całym tym zgiełku i jazgocie przeoczono tak prozaiczną rzecz jak treść wywiadu, istotę wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego. Okazało się, że spojrzenie na obecną sytuację i jej przeanalizowanie przez, jakby nie patrzeć" najważniejszą postać po stronie opozycji, ma znaczenie drugoplanowe. Na pierwszym planie jest to, że zrobiono to nie "na żywo" a z "puszki" i że dziennikarze jechali do rozmówcy a nie rozmówca do dziennikarzy. To takie poniżające. I proszę. Nie ma afer hazardowych i stoczniowych, w siną dal odeszły echa sprawy podsłuchiwania dziennikarzy, nikt już nie interesuje się dziurą budżetową, kończącą się kasą NFZ i tym, że pacjenci będą zostawieni sami sobie. Mógłbym tak wyliczać jeszcze sprawy, którymi warto się zająć, ale po mam siebie i Państwa denerwować?.

Ale po co się wysilać, skoro można pójść po linii najmniejszego oporu, bez żadnego wysiłku siąść na grzbiet Kaczyńskiemu i poujadać nieco nad jego słabością do porannego spania. Toż to ósmy grzech główny. Przecież tak nie wypada, to jest zjawisko zupełnie dyskredytujące go jako polityka i człowieka. Tylko patrzeć, jak zaczną pojawiać się kawały wyśmiewające tę słabostkę Prezesa PiS, Palikot zacznie produkować budziki z podobizną Kaczyńskiego a Niesiołowski wymyśli stek mięsistych epitetów o "brzydkim śpiochu Kaczochu".

Oczywiście to normalne, że prawie każdy człowiek rano nie nadaje się do życie. Ale to co normalne u innych, w przypadku Jarosława Kaczyńskiego musi zostać przejaskrawione, pokazane jako niezwykłe dziwactwo a nawet pewien przejaw arogancji i buty. A ja Państwu powiem, że naprawdę wolę słuchać nagranego Kaczyńskiego, który dla mnie jest politykiem bardzo naturalnym, niż na żywo słuchać sztucznego (jak dla mnie) premiera Tuska, do granic przesady wymuskanego medialnie.

Piotr Cybulski

Fot: PAP/Tomasz Gzell

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "Afera "wywiadowa" ze śpiochem Kaczochem"

Prześlij komentarz