8 września 2009

Od przydomków głowa nie boli

koalicjaPod moim felietonem o "Dziurze" Rostowskim na Fronda.pl pojawił się ciekawy komentarz użytkownika Darejasha, który sugeruje by każdy członek rządu (członkinie też) miał (miały) swój przydomek, niczym w dobrym szczepie indiańskim.  I to jest jakiś pomysł, tylko że w przypadku niektórych ministrów byłoby to dość trudne jako że w ogóle nie zaistnieli.

Powiedzmy sobie szczerze, ministrów można podzielić na trzy grupy: 1) tych co zaistnieli bo coś robią, 2) tych co zaistnieli dzięki temu że nic nie robią i 3) tych co też nic nie robią ale nie robią po cichu a więc i nie zaistnieli. W przypadku tej trzeciej grupy trudno jakikolwiek przydomek wymyślić, natomiast w przypadku pierwszej grupy to trudno o jakiś przykład, gdyż takich ministrów na chwilę obecną brak.

Zostaje nam ta druga grupa, czyli ministrowie znani z tego, że nic nie robią. Przyznać im jednak trzeba że to czego nie zrobili tak już jest rozdmuchane, że odnoszę wrażenie jakby to jednak zrobili. Np. minister Grad tak głośno nie sprzedał stoczni, że wydaje mi się jakby wszystkie stocznie polskie już były sprzedane. Spójrzmy zatem na listę utworzoną przez Pana Darejasha. Zaczyna ją Aleksandr "Katar" Grad, następnie znajdujemy Ewę "Reformę" Kopacz, za nią są Radek "Glass of Scotch" Sikorsky, Waldemar "Zaklinacz koni" Pawlak oraz Anna "etcetera" Kalata.

Czy ja mógłbym dodać coś od siebie? Grzegorz Schetyna zasłynął tylko cięciami w Policji, które spowodowały że funkcjonariusze nie mogą sobie w pracy nawet zaparzyć kawy. Jemu zatem nadajemy przydomek "Wyłącz Czajnik", choć  jednak mógłbym umieścić tu mój ulubiony przydomek kojarzący mi się ze Schetyną, czyli "Rozbiegane Oczka".

Kto tam jest następny? Czuma Andrzej, on może nie zasłynął niczym szczególnym (choć na upartego coś by się tam znalazło - np. długi ale przydomek Długi sugerowałby, że jest wysoki jak pierun), zasłynął za to jego syn ale rodziny do przydomków mieszać nie będziemy. Ministrowi Sprawiedliwości nadamy zatem przydomek "Szczękościsk" z racji jego wzorowej dykcji, napędzanej dziwnym rodzajem oddechu a'la astma.

Z kolejnymi ministrami może nam pójść szybciej, wszak barwnych postaci z barwnym językiem nie brakuje. O choćby minister Jolanta "Spier...aj" Fedak, oraz jej dyskutant od tegoż słowa w przydomku czyli Marek "Emerytowany Bokser 20 Lat Po Zakończeniu Kariery" Sawicki. Jest też Katarzyna Hall, która tak się zawzięła na sześciolatków, że wysłała ich do szkoły bo po co się mają bawić i to sprawiło, że zasłużyła na przydomek "Sześciopak".

Na sam koniec został nam ich szef, szef szefów, prezes prezesów i premier premierów, już zresztą okrzyknięty prezydentem - aż głowa boli od tych wszystkich zaszczytów i funkcji które pełni Tusk Donald. Znany był już jako "Słońce Peru", "Donaldinho" i "Wnuczek Tego Z Wehrmachtu". A ja dziś nadaję mu najszlachetniejszy z indiańskich przydomków... Winnetou. Dlaczego zapytacie? Bo jego stały tekst tłumaczący nam wszelkie porażki brzmi: Sorry Winnetou ale to wina Prezydenta i PiS-u.

A Wy? Macie jakieś pomysły?

Piotr Cybulski

Fot:  pawelooss.wrzuta.pl/

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "Od przydomków głowa nie boli"

Prześlij komentarz