22 września 2009

O rządzie, zarządzie, pre-rządzie i nie-rządzie

tablica kprmSkończyły się te czasy, że pojęcie "rząd" pochodziło od tego, że pewne grupa ludzi krajem rządziła. Teraz rząd jest raczej zarządem, w niektórych przypadkach nawet pre-rządem, ogólnie jednak nie-rządem (nie mylić z nierządem). A wszystko to układa się w ciekawym cyklu trzech dwuletnich z reguły etapów.

Pierwszy stoi pod znakiem starania się o władzę (Józef Zych rzekłby, że nie po raz pierwszy stoi mu... starać się o władzę). Etap ten oczywiście obfituje w obietnice, wyciąganie zdechłych ryb, napinanie muskuł oraz przechwalanie się, że "my to jak dojdziemy do władzy to..." i tu pada szereg obiecanek cacanek, który różni się w zależności od tego kto obiecanki składa i jaki elektorat chce na tę przynętę złapać. Ostatnio np. Stronnictwo Demokratyczne wykopało łapkami Olechowskiego spod ziemi obiecanki równouprawnienia i innych takich co to mają dać homoseksualistom godne życie, o ile godne może być życie faceta co czuje się bardziej kobietą. Obiecanka jawnie sugeruje, że SD będzie odbierać elektorat Lewicy, Platforma jest jeszcze zbyt atrakcyjna (choć jest co uszczknąć z poparcia), mniej uszczknąć można PiS-owi ale tu jest bardzo twardy elektorat. Lewica natomiast pozbawiona Olejniczaka, osłabiona Napieralskim i skompromitowana dawnymi aparatczykami wydaje się być w tym zestawie najsłabszym przeciwnikiem.

Załóżmy że prawidłowe przeprowadzenie pierwszego etapu owocuje dojściem do władzy. Tu po chwili radości i euforii, podziękowań dla wybierających i współczucia dla przegranych, zaczyna się etap drugi. To rozliczanie poprzedników, usilne próby udowodnienia że każda ich decyzja była nieodpowiedzialna, skrajnie szkodliwa a nawet nadająca się przed Trybunał Stanu. Można więc napuścić prokuraturę i ABW na poprzedników, można ich spoliczkować powołaniem jakiejś sejmowej komisji śledczej (w końcu po co się ma tę większość w Sejmie, nie?), która może i niczego nie znajdzie ale nie po to jest powołana. Ona ma obradować, robić hałas i dym, sugerować, rzucać podejrzenia i kalumnie oraz sprawiać wrażenie konstruktywnej. Na koniec stworzy się raport rzucający światło na jakieś cienie, czyli zacieni się to co było dotąd jasne. W zależności od zapotrzebowania publicznego takie chłostanie trwać może nawet 2 lata, oczywiście zapotrzebowanie jest regularnie odzwierciedlane przez sondaże, publikowane przez pracownie które dziwnym trafem są czymś z kimś jakoś powiązane. Trwa rozliczanie i trwa, popularność aż huczy, szaleje i wznosi się pod niebiosa, ponad szczyty, hen wysoko i daleko...

I mijają 2 lata, obliczenia podpowiadają, że za kolejne 2 kolejne wybory, a czasem i za rok wybory prezydenckie, jak tu żyć? Kiedy krajem się zająć, jak znaleźć siły na reformy i ulepszanie państwa jak cała energia poszła na rozliczanie? Zaraz zaraz, co my tam obiecywaliśmy? Skończyć z KRUS? Jak skończyć z KRUS skoro ludowcy w koalicji, znów trzeba tam wpompować te miliardy. To nic że krzyczeliśmy jak poprzednicy też wpompowywali, takie są prawa polityki, prawa kampanii wyborczej, prawo nieprawej polskiej polityki która od dawna wisi na haczykach wyborczych i nie można swobodnie stanąć na własnych nogach. Ale jak inaczej może być gdy główny organ (bez skojarzeń) prasowy rządzących ma w nazwie słowo "Wyborcza"?

W końcu zaczyna się etap trzeci, przeczekanie, chuchanie na słupki poparcia, zero gwałtownych ruchów, żadnych głębokich zmian, utrzymanie aktualnego stanu posiadania. A że to nie ma nic wspólnego z rządzeniem? Kogo to obchodzi w kraju żyjącym od wyborów do wyborów. Zupełnie jak u buraków cukrowych - egzystencja od kampanii do kampanii. I przecież o to chodzi, wszystko ładnie poukładane, układy, znajomości, mechanizmy rozpracowane, luki prawne dobrze znane i skutecznie wykorzystywane, wiem komu dać w łapę a kto nie weźmie, wiem do kogo pójść a kogo olać, wiem jak orżnąć państwo na grubą kasę tak by nikt się o tym nie dowiedział, wiem komu dać zarobić, wiem kto mi da zarobić, wiem w końcu też na kogo zagłosować by nikt przy niczym nie grzebał i nie naprawiał. Tak jak ten PiS.

To już wiecie Państwo dlaczego reformy żadne są potrzebne jak rybie ręcznik?

Piotr Cybulski

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "O rządzie, zarządzie, pre-rządzie i nie-rządzie"

Prześlij komentarz