7 września 2009

O pojedynku fighterów

palikot i migalskiWczoraj w TVN24 doszło do rozmowy, którą Eryk Mistewicz reklamował jako "najważniejszą debatę od czasów tej między Kaczyńskim i Tuskiem". Określenie to zawdzięczamy chyba tylko temu, że w Polsce nie ma ani zwyczaju debatować ani nawet nie ma takiej potrzeby. Debaty organizujemy tylko w czasie kampanii wyborczej, bo tylko wtedy "politykom się chce". A społeczeństwo debat nie chce bo to zazwyczaj trwa długo, za dużo jest danych i cyferek, jest bardzo dużo do zrozumienia a przecież społeczeństwo nauczone "łatwizną medialną" oduczyło się samodzielnie myśleć.Tym razem jednak zdecydowano się na debatę (a raczej jej przeciętny substytut) w której to zasiedli dwaj fighterzy: Janusz Palikot z PO i Marek Migalski z PiS.

Od razu pojawiły się pytania: kto wygrał. U nas w kraju nie pyta się o to kto ma rację ale o to kto wygrał, co niestety w naszych polskich warunkach nie zawsze jest jednoznaczne. Ileż było przypadków, że ktoś racji nie miał a potrafił wmówić, że nawet jeśli jej nie ma to i tak ją ma (czyli coś na zasadzie "patrz punkt pierwszy).

Wojskowi mają zwyczaj mówić: nie jest ważne kto wygrał, ważne kto przeżył. Bo to też nie jest w Polsce tożsame. Na pierwszy rzut oka doszło do sytuacji w której Palikot zazwyczaj czuje się jak ryba w wodzie. Z drugiej Migalski ma więcej wiedzy socjotechnicznej za sobą i więcej energii i zaciętości, jako że w polityce nowy więc "jemu się jeszcze chce"

Zatem kto wygrał? To wiedziałem jeszcze, zanim do rozmowy doszło. Wygrał Palikot bo znów udało mu się sprowokować, udało mu się sprowadzić przeciwnika do swojego poziomu a tutaj mało kto ma z nim jakiekolwiek szanse. Co z tego że Migalski miał rację? Co z tego, że punktował go raz za razem? Co z tego, że mówił wszystko to co my już od dawna wiemy bądź dopiero się domyślamy? Choć i zdarzyło mu się otrzeć o nadużycie, jakim było porównanie Palikota do Benny Hilla (nie te półki Panie Marku - Benny zapewne w grobie się obrócił o 360 stopni).

Najistotniejsze, że Migalski stanął na tym samym szczeblu politykierstwa na którym od dawna stoi Palikot. Rozumiem, że Markiem Migalskim targały jak najlepsze intencje ale są pewne sytuacje po które porządny człowiek nie powinien sięgać. A tą sytuacją jest "bicie się z łobuzem". Jeśli chcemy przemówić łobuzowi za pomocą ciosu w nos, to automatycznie stajemy się łobuzami. A nie wypada by łobuz łobuzowi przyganiał.

Zatem porządny człowiek zaczął bić po nosie łobuza, a łobuz wczoraj miał uciechę bo udało mu się sprowadzić porządnego człowieka na mało porządną drogę. Panie Marku Migalski, niech Pan nie idzie tą drogą (jak mawiał klasyk Aleksander po paru głębszych). Jeśli chce Pan osiągnąć w polityce wiele i być kojarzonym dobrze, to proszę z daleka omijać osoby ukierunkowane na awanturę i proszę pod żadnym pozorem z nimi nie rozmawiać. Proszę w przestrzeni publicznej unikać osób które interesuje jedynie to, by wzbudzić czyjeś zainteresowanie i które chcą tylko skupić na sobie czyjąś uwagę. Tacy bowiem sprowadzą na swój poziom i tam pokonają doświadczeniem.

Piotr Cybulski

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "O pojedynku fighterów"

Prześlij komentarz