31 sierpnia 2009

Związkowa przydatność na pstrym koniu jeździ

Ostatnio zauważyłem, że nastawienie do związkowców zaczęło przypominać sinusoidę. Kiedyś, gdy od Bałtyku aż po same Tatry panował nam miłosiernie komunizm/socjalizm/socrealizm (niepotrzebne skreślić), związkowcy padali ofiarą czarnego PiaRu. A to że wichrzyciele, że nieroby i chuligani, że nie pracują, niszczą i manifestują, że państwo traci krocie na przestojach zakładów - po prostu suchej nitki nie zostawiano na związkowcach. Służba Bezpieczeństwa dwoiła się i troiła by coś na nich znaleźć a Trybuna Ludu z dziką satysfakcją kreowała obraz związkowca jako "podejrzanego typa spod ciemnej gwiazdy". Widocznie to była kara, że nie wybrali "czerwonej gwiazdy". Ale mimo tej nagonki, bycie związkowcem wtedy to było "coś", choć i nie brakowało tych których umysły poddane indoktrynacji kazały takim pluć w twarz.

Później przyszła wolność, wywalczona przez owych związkowców, przez wielomilionowy ruch narodowej "Solidarności". Pamiętacie te czasy? Miałeś etykietę "związkowca"? Miałeś na koncie przynajmniej jeden strajk? Chociaż raz UB-ecja Cię zgarnęła co zaowocowało polityczną odsiadką? Cudownie. Internowano Cię? Wyśmienicie. Miałeś zdjęcie z Wałęsą? Po prostu genialnie, wszędzie przyjmowano Cię z estymą a każdy stołek urzędowy stał przez Tobą otworem, jego wysokość zależała już tylko od Twojej umiejętności rozpychania się łokciami.

Rząd oparty na związkowcach, Prezydent - były szef związkowców, prawie cały Sejm i Senat to byli związkowcy. Przez wiele lat można było na tym kuponie "związkowca" zajechać bardzo daleko. Nawet za czasów Buzka gdy AWS stał się "rządzącym substytutem związku". Ba, nawet jeszcze za czasów rządów PiS związki były fajne i kochane, białe miasteczko kreowano na pomnik bohaterstwa i odwagi, strajkujące tam pielęgniarki wynoszono pod niebiosa, dokarmiano i czczono. Oni byli przydatni, jak każdy kto (świadomie lub nie) przyłączał się do ogólnopolskiego frontu pt: "Dokop Kaczorom". I nagle coś się zmieniło.

Nadszedł rok 2007, rządy w Polsce objęła Platforma Obywatelska doczepiając sobie do kożucha PSL-owski listek koniczyny. Na związkach to oczywiście wrażenia nie zrobiło bo jak niegdyś strajkowano tak i teraz "niepokojów społecznych" nie brakowało. Ale niestety tu już związkowcy mieli pecha bo historia zatoczyła koło a na końcu tego "chichotu historii" pojawił się ponownie czarny PR, który ze związkowców zaczął robić nierobów, chuliganów i darmozjadów. Znów stali się pasożytami, szkodnikami i wichrzycielami. Co dziwne, nazywali ich tak głównie Ci którzy to samo miano otrzymali od władz PRL 20 czy 30 lat temu. W mediach nagle przestano pokazywać związkowców z postulatami, zaczęto pokazywać za to związkowców palących opony. Nie pokazywano już "o co walczą", nawet nie pokazywano "z kim walczą", wyartykułowano tylko to, że walczą i jak walczą, z samej walki robiąc cel. A to już zapachniało archetypem chuligana. Gdzieś pokazano leżącego związkowca z dopiskiem "że pijany" więc doszła kolejna domena dla związkowców - opilstwo.

Ktoś powie, że związkowiec to ma klawe życie? Ja tam im nie zazdroszczę. Nikt nie lubi jak się z niego na siłę robi tego najgorszego, tylko dlatego że mediom pasuje władza której ten związkowiec się sprzeciwia. Trybunie Ludu też kiedyś pasowała władza. Cóż więc się zmieniło? Właściwie dla związkowca dużo, poddano go po prostu degradacji społecznej, z "kogoś" na "nikogo". Tylko że teraz zrobiono to w imię demokracji a kiedyś robiono to w imię obrony socjalizmu. Niewielka to różnica. Pała na plecach tak samo dziś boli jak bolała niegdyś. Ale czemu się dziwić skoro sam Wałęsa popiera to, że władza która przytuliła jego syna wysyła plutony z pałami naprzeciw jego dawnym kolegom. Zapomniał wół jak cielęciem był. A może zapomniał Wał jak związkowcem był?

Udostępnij wpis

0 komentarzy do wpisu "Związkowa przydatność na pstrym koniu jeździ"

Prześlij komentarz